sobota, 10 sierpnia 2013
poniedziałek, 13 maja 2013
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
wtorek, 23 kwietnia 2013
sobota, 20 kwietnia 2013
piątek, 12 kwietnia 2013
czwartek, 11 kwietnia 2013
Makro wprawki
Robienie zdjęć makro moim nowym aparatem wydaje się dziecinnie łatwe. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że to moje "makro" chowa się przy zdjęciach profesjonalistów, ale mi się podoba:)
Wykorzystałam dziś rano chwilkę i obskoczyłam ogród koleżanki. Oto efekty:
Wykorzystałam dziś rano chwilkę i obskoczyłam ogród koleżanki. Oto efekty:
Zabawy z fotografią
Powoli robię przeróbki na moim blogu. Mam zamiar dodać kilka stron, a ta o moich zabawach z fotografią będzie pierwsza.
W "fotografowanie" bawię się wieki. Celowo napisałam w cudzysłowiu, bo to faktycznie zabawa z mojej strony i daleko jej do doskonałości, ale sprawia mi to przyjemność.
Pierwszy aparat dostałam baaardzo dawno temu, była to Smiena po moim kuzynie, a fotografowanie nią dla dziesięciolatki było jak loteria - albo trafię albo nie:) Częściej nie trafiałam niż trafiałam - z ostrością, ze światłem, z kadrem - niemniej z tego okresu zachowało się kilka zdjęć zrobionych przeze mnie. Kiedyś je odkopię i tu wrzucę.
Ta zabawa była o tyle fajna, że miałam dostęp do ciemni, takiej prawdziwej, z odczynnikami, powiekszalnikiem, który wyglądał trochę jak wielka bomba i suszarką do wywołanych zdjęć. I te moje pierwsze zdjęcia wywoływałam sama, zupełnie sama! To dopiero była frajda, jak na kartce papieru fotograficznego zaczynały pojawiać się obrazy!
Kolejnym moim aparatem był taki automat, modny kiedyś i każdy go miał. W sumie to był bardziej aparat mojego brata. Mój brat dostał ten aparat od ojca na dzień dziecka, ja dostałam wtedy z tej okazji złoty pierścionek. Miałam jakieś kilkanaście lat i powinnam być zachwycona tym pierścionkiem /noszę go zresztą do dziś/, ale nie byłam. Miałam focha, bo.... to ja chciałam dostać aparat:) Jak opowiedziałam to mężowi to boki zrywał, bo jeszcze nie widział "baby" co woli aparat od pierścionka. No cóż, ja widziałam, a jedną to nawet do dziś widuję codziennie w lustrze:)
Kolejny aparat to Zenith 12XP- kupiony na spółę z moim ówczesnym narzeczonym a teraz mężem, też zresztą wieki temu. Tu chyba tak naprawdę zaczęła się ta poważniejsza zabawa w fotografowanie. Zenithem byłam zachwycona, zresztą jestem do dziś zachwycona, choć teraz już leży w szafce i odpoczywa - zepsuła się w nim część do zwijania filmu - Ale zdjęcia z niego były rewelacyjne! tu trochę tak bez cenzury - jedno z pierwszych zdjęć zrobionych przy użyciu samowyzwalacza:
Zenithem fotografowałam też mojego starszego syna - z tych zdjęć jestem zadowolona do dziś. Leżą sobie pięknie w albumie i cieszą nasze oczy:
Później przyszedł czas na nowoczesność i Lumixa DMC FZ50.
Pierwsza moja cyfrówka. Dostałam ją pod choinkę. Co prawda przyniósł mi
ją Mikołaj :) ale wcześniej długo o niej czytałam, szukałam recenzji i
opini. Na tamte czasy był to sprzę t drogi, ale wart swojej ceny - na
lustrzankę nas stać nie było, choć chodziła nam po głowach i taka
hybryda musiała mi wystarczyć. Wystarczyła i to na długo, bo aż jakieś 7
lat. Zdjęcia z niej znacie, bo te, któe pojawiały się na blogu są
robione właśnie tym aparatem. Jestem z niego mega zadowolona, ale chyba
przyszedł dla niego czas na małą emeryturę. No, może popracuje jeszcze
na pół etatu, bo ma duże możliwości i świetnie sprawdza się na
wycieczkach:)
Ale teraz zaczyna się Canona 600d. Przykicał mi go zajączek:) Spełnił moje marzenie:0 A ja zaczynam poznawać ten sprzęt i od nowa uczyć się obsługi lustrzanki, tym razem cyfrowej.
Pierwsze dni to takie poznawanie siebie, przypominanie sobie co i jak. Niby łatwiej z nią działać jak z Zenithem, bo ma masę trybów automatycznych, ale ja jakoś wolę te manualne, jak w Zenicie.
Także uwaga uwaga, zamęczą będę wszystkich zdjęciami:)
A na początek małe wprawki na storczyku:
W "fotografowanie" bawię się wieki. Celowo napisałam w cudzysłowiu, bo to faktycznie zabawa z mojej strony i daleko jej do doskonałości, ale sprawia mi to przyjemność.
Pierwszy aparat dostałam baaardzo dawno temu, była to Smiena po moim kuzynie, a fotografowanie nią dla dziesięciolatki było jak loteria - albo trafię albo nie:) Częściej nie trafiałam niż trafiałam - z ostrością, ze światłem, z kadrem - niemniej z tego okresu zachowało się kilka zdjęć zrobionych przeze mnie. Kiedyś je odkopię i tu wrzucę.
Ta zabawa była o tyle fajna, że miałam dostęp do ciemni, takiej prawdziwej, z odczynnikami, powiekszalnikiem, który wyglądał trochę jak wielka bomba i suszarką do wywołanych zdjęć. I te moje pierwsze zdjęcia wywoływałam sama, zupełnie sama! To dopiero była frajda, jak na kartce papieru fotograficznego zaczynały pojawiać się obrazy!
Kolejnym moim aparatem był taki automat, modny kiedyś i każdy go miał. W sumie to był bardziej aparat mojego brata. Mój brat dostał ten aparat od ojca na dzień dziecka, ja dostałam wtedy z tej okazji złoty pierścionek. Miałam jakieś kilkanaście lat i powinnam być zachwycona tym pierścionkiem /noszę go zresztą do dziś/, ale nie byłam. Miałam focha, bo.... to ja chciałam dostać aparat:) Jak opowiedziałam to mężowi to boki zrywał, bo jeszcze nie widział "baby" co woli aparat od pierścionka. No cóż, ja widziałam, a jedną to nawet do dziś widuję codziennie w lustrze:)
Kolejny aparat to Zenith 12XP- kupiony na spółę z moim ówczesnym narzeczonym a teraz mężem, też zresztą wieki temu. Tu chyba tak naprawdę zaczęła się ta poważniejsza zabawa w fotografowanie. Zenithem byłam zachwycona, zresztą jestem do dziś zachwycona, choć teraz już leży w szafce i odpoczywa - zepsuła się w nim część do zwijania filmu - Ale zdjęcia z niego były rewelacyjne! tu trochę tak bez cenzury - jedno z pierwszych zdjęć zrobionych przy użyciu samowyzwalacza:
Skan zdjęcia |
Zenithem fotografowałam też mojego starszego syna - z tych zdjęć jestem zadowolona do dziś. Leżą sobie pięknie w albumie i cieszą nasze oczy:
Zdjęcie ze zdjęcia - skaner jakiś czas temu odmówił współpracy. |
Ale teraz zaczyna się Canona 600d. Przykicał mi go zajączek:) Spełnił moje marzenie:0 A ja zaczynam poznawać ten sprzęt i od nowa uczyć się obsługi lustrzanki, tym razem cyfrowej.
Pierwsze dni to takie poznawanie siebie, przypominanie sobie co i jak. Niby łatwiej z nią działać jak z Zenithem, bo ma masę trybów automatycznych, ale ja jakoś wolę te manualne, jak w Zenicie.
Także uwaga uwaga, zamęczą będę wszystkich zdjęciami:)
A na początek małe wprawki na storczyku:
Subskrybuj:
Posty (Atom)